Lato w terenie '25 zakończyłam 4 października, wyprawą na kamienistą Kerlingarfjall. Obwąchiwałyśmy się od miesięcy, od czerwcowego wyjazdu w nieznane. Jej spękana bryła zrobiła na mnie piorunujące wrażenie.

Stwierdziłam wtedy, że na tę górkę nie będziemy się wspinać.

Przewijała się jednak w tle przez całe lato. Gdziekolwiek byłam, bezwiednie szukałam jej wzrokiem. Obczajałam na Wikiloc, udając, że niczego nie knuję. To było jak oszukać przeznaczenie dwa i pół

Szykowałam się już do snu zimowego, gdy jeden pogodny dzień pobudził mnie do ostatniego zrywu. Jak kończyć sezon, to z przytupem.

Ilość materiału foto przytarganego z tej wyprawy jest przytłaczająca. Brak mi słów normalnie. Wybrałam z tego 90 zdjęć, pozostaje wyrzucić 60 i będzie dobrze.

Wędrówkę rozpoczęłam od południowej strony, gdzie znana mi do tej pory dzika twarz Kerlingarfjall nieco się wygładza. Otoczenie przypominało okolice Horna. Uboga roślinność, mchy, kamieniste podłoże, a wyżej - fantastyczne skalne stwory. 

Października nie było widać. Przeciwnie, mchy po deszczach zrobiły się bardziej soczyste. W lecie są przeważnie w odcieniu szaro-miętowym. 

Po drodze rzucałam okiem na Grímsfjall, to na razie mój główny cel na ten rok.

Grímsfjall
Grímsfjall

Spoglądałam też na drugą stronę, na podłużny grzbiet Hafrafell. Przeszłam go w lipcu, bardzo fajna wycieczka. Zdjęcia można zobaczyć tutaj.

Hafrafell
Hafrafell

Wspinając się wyżej obserwowałam kłęby chmur, sunące w moją stronę. Na szczęście na czas trafiłam do strefy fascynujących, kamiennych struktur, pełnej głębokich zakamarków.

Gdy przyszła na to pora, zanurkowałam w jeden z nich.

Doskonale osłonięta, przeczekałam gradobicie pochłaniając przy okazji prowiant. Martwiłam się odrobinę brakiem widoczności. Gdyby tak zostało, musiałabym zawrócić.

W tej mgle zrobiło się przez chwilę nieswojo. Skalny twór chroniący przed gradem począł zyskiwać oczy, otwory gębowe i kończyny. A co się już raz ujrzy, choćby tylko w wyobraźni, to ciężko odzobaczyć. 

Nawałnica szybko odpuściła i lekki niepokój uleciał wraz z chmurami. 

Spójrz, przejaśnia się. Możesz iść! - Rzekł mój nowy, skalny przyjaciel.

Poszłam więc. Wilgotne podłoże parowało w słońcu. Tego dnia nastąpiło kilka podobnych zwrotów akcji. 

Cóż wam mogę więcej opowiedzieć, kiedy wszystko widać. Skały i kamienie, w przeróżnych formach. Kosmiczne spirale, rozbite pojazdy międzygwiezdne, ogon wieloryba, obłe wytłoczki, ciasteczka, sękacze, kły i pazury.

W końcu dotarłam na górę, ale raczej nie na najwyższy punkt całego masywu. Zapewne jest nim któryś z licznych, skalnych wyrostków. Pokręciłam się w ich pobliżu, oglądając świat poniżej.

Drápuhlíðarfjall
Drápuhlíðarfjall
Berserkjahraun
Berserkjahraun
krater Rauðkúla
krater Rauðkúla

Miałam też inny cel, do którego trzeba było zejść na drugą stronę zbocza. To pani trollowa, którą dawno temu zaskoczyły tu promienie wschodzącego słońca, gdy spieszyła na spotkanie z narzeczonym. Wiadomo, że troll i słońce to nie jest udane połączenie, w efekcie zastygła u szczytu przełęczy, zamieniona w kamień. W tej postaci znamy ją jako Kerling (isl. stara kobieta). Okazało się, że są dwie kandydatki do tego miana i do tej pory nie wiem, która jest tą właściwą. Dotarłam tylko do jednej, drugą widziałam z dystansu. Myślę, że byłabym w stanie dostać się i do niej, ale nie miałam już czasu. 

Pierwsza potencjalna pani Kerling. 

Kerling 1
Kerling 1

Super mi u niej było. Dopadła mnie krótka ulewa, ale skalni przyjaciele znowu pomogli, udostępniając kompaktową szczelinę.

Kamienny filar stoi na dzikim zboczu od strony nieużywanej drogi, tuż poniżej otwiera się przepaść. Widok na pole lawy jest piękny.

Drugą panią Kerling zauważyłam w przelocie, schodząc do pierwszej. To też całkiem spory i ładnie wyeksponowany kawałek skały. Sprawdziłam jadąc do domu - obie są dobrze widoczne z drogi. Trudno więc rozstrzygnąć, która z nich ma prawo do tytułu strażniczki przełęczy. Rozważam jeszcze jedną wycieczkę, żeby i ją odwiedzić.

Kerling 2
Kerling 2

Schodziłam inną trasą, odprowadzana przez kolejne skalne przekładańce. Podobny bałagan widziałam pod Hornem.

Mech niestrudzenie kolonizuje każde podłoże. W miejscach, w których rozpadające się skały naruszyły strukturę rośliny, widać jej fascynującą budowę i grubość.

U podnóża góry znalazłam oznaki jesieni. Drobne, żółte listki pośród młodzieńczego mchu i czerwone akcenty w kwiatowych kępkach. I to by było na tyle :)

na dole
na dole

Paradoksalnie październik jest tutaj o wiele bardziej zielony niż kwiecień, przynajmniej w mojej części wyspy. 

Już na dole - Grímsfjall
Już na dole - Grímsfjall
Kerling 1 z drogi
Kerling 1 z drogi
Tęcza nad Kerling 2
Tęcza nad Kerling 2
Droga do domu :)
Droga do domu :)

Kończę serię o wędrówkowym sezonie 2025. To był epicki czas i już wiem, że ciężko będzie mi go powtórzyć, nie tylko ze względu na warunki pogodowe. Każdy rok przynosi coś odmiennego, nowe odkrycia i decyzje. Nowe tematy do przemyślenia. Zobaczymy, jakie historie się z tego wysnują. 

Jeśli na blogu za dużo gadam - islandzkie klimaty w pigułce czekają na moim świeżym Instagramie. Zapraszam :)

Islandzkie historie:
Islandia wte i wewte:
W stronę Rejkjawiku - Wielorybi Fjord (Hvalfjörður)
Podróż przez interior: przystanek Hveravellir
Landmannalaugar. Czy góry tęczowe są tęczowe?
Czy pafiny są słodkie?
Wokół półwyspu Snæfellsnes:
Międzywymiarowa Gra w Klasy
Wodospady Svöðufoss i Kerlingarfoss
Spacer do krateru Búðaklettur
Czarny kościół i wodospad Bjarnarfoss
Klify Hellnar i Arnarstapi
Plaża Djúpalónssandur i tajemniczy krąg
Helgafell, jedna z wielu świętych gór
Laugarbrekka i matka z Winlandii
Basen Bárðura
Góra Drápuhlíðarfjall
Berserkjahraun - kratery zamiast planu
W drodze na górę Horn
Mister Horn
W głąb Berserkjahraun
Najmniejszy
Lokalnie | aktualnie:
Z Wilsonami pod Grundafoss
Na dziko!
Sumardagurinn fyrsti czyli pierwszy dzień lata
Życie niegdyś morskie
Tu Orzeł
Aktualizacja zimowa
Lato w złocie
Historie dokończone - Klakkur
Piknik pod Wiszącą Skałą
Przedostatnie kroki
Za Kamieniem
Wyjący Pies
Tu Orzeł II