Minął tydzień od naszej wyprawy, a ja dopiero dziś znalazłem chwilę czasu, by ją opisać, ale do rzeczy - tytułem wstępu krótki rys historyczny tej wycieczki.

Wraz z Patrykiem i Tomkiem zakończyliśmy działalność muzyczną w listopadzie zeszłego roku. Na szczęście nasza przyjaźń przetrwała, a kontynuujemy ją podczas piątkowych spotkań.

W każdy ostatni piątek miesiąca organizujemy sobie jakiś "wypad na piwo", by powspominać stare czasy ;) zarazem wymieniając się bieżącymi życiowym doświadczeniami.

Kolejne piątkowe spotkanie wypadło na 29go Maja. Spontaniczny plan jest najlepszy, więc tym razem w czwartek padło hasło "idziemy na Skalite" - jak dla mnie rewelacja!

W piątek od rana obserwowałem naszą górę. Prognoza nie była zachęcająca, ale "nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani turyści" :)

Umówiliśmy się po pracy - na 17tą.

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przed samą 17tą wyszło słońce, a my z przyjemnością ruszyliśmy w górę.

Sprawnie wspinaliśmy się w górę. Droga była nieco mokra po całodziennych opadach, ale słoneczko ładnie świeciło, a "nagroda za wspinaczkę" niesiona w plecakach dodatkowo nas napędzała.

Przed nami pogoda wyglądała bardzo dobrze, jednak nadciągająca z tyłu nad nasze głowy chmura niosła nam przykrą niespodziankę. Dopadła nas krótka, ale intensywna ulewa.

Nim dotarliśmy na szczyt Skalitego deszcz przestał padać.

Wyszliśmy z lasu na polankę, i naszym oczom ukazał się pierwszy punkt wędrówki - stara chatka.

Większą ekipą, w różnych konfiguracjach, odwiedzamy to miejsce od wielu lat. Chatka jest zawsze otwarta, a właścicielem jest moja znajoma z pracy. Obok chatki jest przygotowane miejsce na ognisko. Kilkukrotnie imprezy ogniskowe kończyły się następnego dnia, a my spaliśmy w środku, lub na polanie, w zabranych ze sobą namiotach.

Pamiętny 18 Luty 2018 roku - zimowa wyprawa. Przedzieranie się przez dwumetrowe zaspy, i kopanie dziury w śniegu, by znaleźć miejsce na ognisko, na którym później robiliśmy grzane wino :)
Pamiętny 18 Luty 2018 roku - zimowa wyprawa. Przedzieranie się przez dwumetrowe zaspy, i kopanie dziury w śniegu, by znaleźć miejsce na ognisko, na którym później robiliśmy grzane wino :)

Spędziliśmy kilka chwil na ławce przy chatce, wspominając stare dobre czasy. Następnie ruszyliśmy do drugiego zaplanowanego na ten dzień miejsca.

U stóp Skalitego jest stadnina z nauką jazdy konnej. Na górze często można spotkać takie "zmotoryzowane" wycieczki.

Naszym drugim celem był kamieniołom na Skalitym. Pisałem o nim już wcześniej, przy okazji którejś z moich poprzednich wycieczek.

Znaleźliśmy dość wygodną półkę skalną ;) i - delektując się "nagrodą za wspinaczkę" - podziwialiśmy przez dłuższy czas panoramę Żywiecczyzny, rozmawiając o życiu, i planując kolejne spotkanie :)

Wraz z ostatnimi promieniami słońca ruszyliśmy w drogę powrotną do domu.

p.s.

Ostatnie kilkaset metrów drogi w lesie szliśmy po zmroku - bardzo ciekawe doświadczenie.