.
.

Krótki wstęp, by nie zanudzać ;)

Minęły ponad dwa tygodnie od wycieczki na Rogacz i Magurkę.

Zazwyczaj staram się, by posty (raporty BfObD) były wrzucane dość szybko, jednak - przez ostatnią niedyspozycję zdrowotną - zaniedbałem lekko pisanie postów.

Akurat skończyłem tydzień urlopu.

Czuję się znacznie lepiej. Wczoraj zaliczyłem pierwszy lekki trening biegowy, więc raporty BfObD powinny się pojawiać regularnie.W związku z tym publikuję dzisiejszy raport, by nie mieć zaległości.

A teraz przenieśmy się w góry.

.
.

Ruszamy z Wilkowic.

Samochód zostawiam na parkingu, i ruszamy gminną drogą. Tomek był tu jakiś czas temu, więc prowadzi.

.
.

Początkowe metry drogi są całkiem przyjemne. Dość szybko wchodzimy w las, i zaczyna się prawdziwa zabawa. Jak się później okazało była to najbardziej męcząca część wędrówki. Ostre podejście pod górę wymagało sporego wysiłku.

.
.
.
.

Akurat kilka dni wcześniej w naszych okolicach zaczęły się pojawiać wygłodniałe wilki (w Brennej zaatakowały i zjadły psa - film można zobaczyć na Yotube, w lesie zaatakowały pilarzy, a w Szczyrku stado spacerowało sobie jedną z bocznych dróg). Obaj z Tomkiem nakręciliśmy się opowieściami o wilkach. Dodatkowa adrenalina pomogła nam podczas wspinaczki :)

.
.

Pierwsze ostre podejście zaprowadziło nas na szlak, biegnący granią od Bielska w stronę Chatki na Rogaczu.

.
.

Kolejne podejście nie było na szczęście już tak strome, a zapowiadane przez Tomka widoki skutecznie napędzały mnie do wspinaczki.

.
.

Widać nie tylko ja pędziłem w górę po piękne widoki. Niektórzy klapki gubili z zachwytu :)

.
.

Chatka na Rogaczu umiejscowiona jest na rozległej polanie. Obok chatki jest wyznaczone miejsce na biwak.

.
.

Niestety sam obiekt okazał się być zamknięty (zapewne z powodu plandemii). Szkoda.

.
.
.
.

Pozostało nam nacieszyć oczy pięknymi widokami.

.
.
.
.

Pozostawiamy chatkę za sobą, i ruszamy w dalszą drogę w stronę Magurki.

.
.

Droga jest ośnieżona, idzie się bardzo przyjemnie, a wkrótce czekają nas kolejne piękne panoramy.

.
.
.
.

Widoczność jest zadowalająca.

Z jednej strony możemy podziwiać panoramę rozciągającą się w stronę Bielska, i dalej, z Jeziorem Goczałkowickim na horyzoncie.

.
.

Natomiast z drugiej strony grani mamy widok na żywieczczyznę, i dalej, aż do delikatnie wyłaniających się z mgły, majestatycznych Tatr.

.
.

Po kilkunastu minutach docieramy do schroniska na Magurce.

Krótka przerwa na kawę i coś do jedzenia z plecaka pozwala nam nacieszyć oczy pięknymi widokami.

.
.

W dalszą drogę ruszamy nieznanym mi szlakiem w stronę Międzybrodzia.

.
.
.
.

To pasmo górskie z dwóch zdjęć powyżej, wraz ze zbiornikiem wodnym na Górze Żar (biała plama po prawej stronie), to cel jednej z moich przyszłych wycieczek. Mam pomysł na ciekawą pętlę, ale zrealizuję ją już chyba późną wiosną, gdy śnieg stopnieje i szlaki wyschną.  Taplanie się w błocie jakoś mnie nie cieszy.

.
.
.
.

Zejście do Międzybrodzia prowadziło delikatnie opadającym szlakiem. Widoków nie było, ale szło się bardzo fajnie.

.
.

Ostatnia atrakcją na szlaku był taki ogromny "wodospad". Zdjęcie nie oddaje jego wielkości, ale naprawdę robił wrażenie.

.
.

Po pewnym czasie wyszliśmy z lasu. Dalsza część drogi to już tylko przejście po drogach gminnych do punktu odbioru.

.
.

Cała trasa wyniosła prawie 12 km i zajęła nam niecałe 3 godziny.

.
.
.
.

Pierwsze podejście (napędzone adrenaliną z rozmowy o wilkach) spowodowało, że moje tętno dobiło prawie do 160 ud/min. Dalsza część trasy nie wymagała już takiego wysiłku.

W tym tygodniu planuję spokojny powrót do biegania, a - jeśli pogoda pozwoli, to - na kolejną wycieczkę wybiorę się w Sobotę, lub Niedzielę.