Lubię odwiedzać rynki polskich miast, a jednym z moich ulubionych jest ten na warszawskiej starówce. Bardzo mi się podobają zabytkowe kamienice - są kolorowe i wykończone nietypowymi zdobieniami. Po środku rynku znajduje się pomnik Syreny z tarczą i mieczem - półkobiety półryby, symbolu Warszawy.
Trochę historii...
Kamienice zwano od nazwisk właścicieli, którzy je wznieśli lub przebudowali, od godła kupieckiego (np. "Pod Murzynkiem") lub od okazałej fasady (np. "Złocista"). Partery kamienic zajmowały najokazalsze i najbogatsze sklepy, składy i winiarnie. Na Rynku odbywały się targi i jarmarki, egzekucje i palenie zakazanych książek; miały też miejsce uroczystości miejskie i państwowe, procesje. We wrześniu 1939 bomby uszkodziły kilka kamienic, zniszczony został wówczas zabytkowy dziedziniec kamienicy Henryka Fukiera. Podczas walk powstania w 1944 hitlerowcy zbombardowali i spalili wszystkie kamienice rynkowe. Zachowały się gotyckie piwnice, partery i wypalone frontony kilku kamienic, przeważnie po stronie Dekerta. Środek Rynku był zasypany gruzami. W 1945 rozpoczęto zabezpieczenie ocalałych budynków, w latach 1949/1950 odgruzowano Rynek, w 1953 zakończono odbudowę kamienic.
Źródło: srodmiescie
Podczas mojego spaceru wielu turystów zwiedzało rynek w maseczkach, ze względu na pandemię koronawirusa. Uwieczniłam scenę, gdy jakiś chłopiec w maseczce karmił gołębie, przy pomniku Syreny. Jeden z gołębi wygląda jak pocisk lecący w kierunku chłopca ;)
Niedaleko rynku, na parapecie jednej z kamienic była ustawiona taka rzeźba przedstawiająca starszego łysego mężczyznę w maseczce. Aczkolwiek tego dnia mijałam wielu turystów, większość nie miała maseczek i przez większość czasu czułam się "tak jak zwykle", jakby nie było epidemii.
Fajne są te zabytkowe latarnie.
Oraz ozdoby na ścianach kamienic. Eleganckie płaskorzeźby.
A także polichromie. Widać, że ktoś dba o ich renowację. Wyglądają tak dobrze, jakby ktoś niedawno je namalował.
To był zabawny widok. Otwarte okno, a nad nim głowa mężczyzny z wysuniętym językiem :)
Tu kolejne malowidła. Szkoda, że w obecnych czasach mało kto w ten sposób dekoruje domy. Bardzo ładnie to wygląda.
A tak z zewnątrz prezentuje się znana restauracja "U Fukiera".
Na rynku można spotkać malarzy, którzy sprzedają swoje obrazy oraz rzeźbiarzy prezentujący swoje rzeźby i również zachęcający do ich kupienia. Przy Barbakanie widziałam nawet rzeźbiarza, który tworzył czekając na klientów innych swoich prac.
Niektóre ogródki restauracyjne były wypełnione klientami, a w innych widziałam pustki. Ale generalnie było dużo turystów.
Gdy wychodziłam z rynku zaskoczyła mnie taka "lokalna" maskotka z pokemonem Pikachu ;) Bardziej by pasowała do Japonii ;)