Odkąd mamy psa to szukamy tras i miejsc, gdzie jest mało ludzi. Życie z adoptowanym psem to wyzwanie. Podróżowanie było zawsze częścią mojego życia i teraz muszę trochę to zmodyfikować.
Po intensywnym, ciekawym, fascynującym 2025 roku... przyszedł rok 2026, który przyniósł trudniejsze zadania, nie tylko te podróżnicze.
Od kilku lat swoje urodziny spędzam w górach. W tym roku nie było żadnego większego planu. Chociaż może spacer z psem, który nigdy nie był w górach to już jakieś wyzwanie.
Pies, który ma silny popęd łowiecki, którego nęci świat zapachów, ale też taki, który łatwo się tymi zapachami nakręca i potrzebuje odreagować.
Wycieczkę zaczęliśmy od Przęłęczy Jugowskiej, chociaż w mojej głowie uparcie jest to Przełącz Jungowska. Zaparkowaliśmy za darmo przy drodze.
Na początek otwarty teren, więc to też pewna trudność. Dużo zapachów, dużo obiektów, które wyłaniają się i są "zagrażające" w oczach psa
Na szczęście pod górę trochę zwolnił, ale też sam z siebie wszedł na skałki.
Na Kalenicy jest wieża widokowa, ale musieliśmy na nią wchodzić osobno, bo ktoś musiał zostać na dole z psem.
Widoki oglądane tak na szybko, bez przerwy pod wieżą. Unikamy postojów w miejscach, w których wszyscy się zatrzymują na odpoczynek, bo niestety ludzie lubią śmiecić, a nasz pies lubi znajdować te śmieci i je zjadać. Raczej nic się nie stanie jak znajdzie kawałek suchej bułki, gorzej jak jedzenie jest w jakimś opakowaniu.
W dół ciągnął jak lokomotywa. Jesteśmy przed badaniem RTG jego stawów, bo być może to wynika z bólu i chęci znalezienia się jak najszybciej na dole.
Od Bielawskiej Polanki weszliśmy na niebieski szlak, który prowadzi dość szeroką drogą, akurat wyszło słońce a cienia jak na złość nie było.
Chociaż przez to, że nie było drzew, to były widoki.
Trasa była dość krótka jak dla nas, ale dla psa chyba tak akurat. Po drodze nie spotkaliśmy nikogo, natomiast przy schronisku były już ze 3 psy, co trochę utrudniło temu naszemu zrelaksowanie się. Wypiliśmy szybką kawę i ruszyliśmy w stronę auta. Pies ze zmęczenia padł. Jak się okazało mieliśmy idealny timing, bo w tym momencie przyszła mega ulewa, która już za nami ciągnęła się do samego Wrocławia.
Dzisiejszy post sponsorowało słowo "wyzwanie"