Tym razem Góra Jagodowa w Górach Rychlebskich w Czechach zdobyta od strony czeskiej. Można od Przełęczy Lądeckiej, ale mi zależało na tym, żeby uniknąć tłumów.

Oczywiście wszyscy piszą o Górze Borówkowej, ale wg mnie to błędne tłumaczenie, ponieważ czeskie słowo "borůvka" to po prostu jagoda. I tej wersji będę się trzymać.

źródło: mapy.com

Zaczęliśmy wędrówkę od parkingu przy szpitalu psychiatrycznym znajdującym się w miejscowości Bílá Voda. Można też zaparkować kawałek dalej, przy małym zbiorniku wodnym. Jest tam też schron turystyczny, w którym można przenocować. Całkiem nieźle się prezentuje.

Wycieczka rozpoczęła się zielonym szlakiem idącym wzdłuż ogromnego terenu, na którym ponoć są hodowane daniele. Piszę "ponoć" ponieważ żadnego nie widzieliśmy. Jak to często w Czechach bywa szlak prowadzi asfaltową drogą aż do Šafářovej skály.

Na skałę można wejść wąską, trochę stromą scieżką.

Z góry można zobaczyć cel podróży, czyli wieżę na Górze Jagodowej

Niestety Polak mądry po szkodzie, bo nasz młody pies trochę był za bardzo pobudzony już przy wejściu na górę, więc w dół pociągnął B tak, że upadł. Na szczęście skończyło się na obtarciach i siniakach.

Ponieważ przejęłam od tego momentu przejęłam trzymanie psa na smyczy to zdjęcia zrobiłam dopiero na górze. Na rozdrożu Pod Białą Skałą zeszliśmy na szlak czerwony, którym dotarliśmy pod samą wieżę widokową.

Pomimo tego, że była niedziela i wakacje, to na górze nie było wielkich tłumów. Jest tam mały bar czeski. My zamówiliśmy tylko kawę i kofolę.

Na wieżę wstęp jest bezpłatny. Jak już na nią wejdziecie i chcecie wiedzieć jakie góry przed wami się znajdują to spójrzcie w górę, opisana panorama znajduje się na suficie. Ponieważ już kiedyś byłam na tej wieży, to postanowiłam, że ja zostanę z psem na dole.

Po tym jak już odpoczęliśmy, to ruszyliśmy dalej czerwonym szlakiem. Ta część trasy podobała mi się najbardziej. Psu również, bo co jakiś czas zrywał sobie jagody z krzaczków ponieważ akurat był sezon na te owoce.

Minęliśmy jeszcze rozdroże Růženec i kontynuowaliśmy naszą trasę czerwonym szlakiem.

Niestety ostatnia część trasy była nudna i szło się po wysypanych na drogę kamieniach, więc mieliśmy już trochę dość.

Po drodze minęliśmy jeszcze budynek, który pozostał po już nieistniejącej wsi

A na koniec było też kilka dość nietypowych stacji drogi krzyżowej

Cała pętla dość intensywna, ale pies i mama seniorka dali radę. Chyba ze wszystkimi postojami (w tym ok 40 minut na górze) zajęło nam to 7,5h.

Udało mi się znaleźć ciekawą trasę bez tłumów, więc pomijając końcówkę, to całość bardzo na plus.


Borůvková hora, Czechy, 2.08.2026