Piszę trochę niechronologicznie, ponieważ Żabi Szczyt Wyżni miał dla mnie szczególne znaczenie, i po prostu czułem potrzebę przelania emocji, które mi wtedy towarzyszyły i podzielenia się z nimi nieco wcześniej. Dzisiaj jednak chciałbym wrócić do nieco wcześniejszego wyjazdu. Wyjazdu, którego dwa pierwsze dni opisałem już tutaj i tutaj.
Po zdobyciu Rysów planowaliśmy przenieść się do Pięciu Stawów i tam kontynuować naszą działalność. Jak już wiecie z poprzednich wpisów, mniej więcej w okolicach Buli pod Rysami zaliczyliśmy odwrót, podyktowany zbyt ryzykowną w naszym odczuciu sytuacją śniegową. Spore opady śniegu przy wtórującym im silnym wietrze utworzyły nawiane poduchy śnieżne w żlebach i uznaliśmy, że ryzyko naruszenia takiej poduchy i wyzwolenia lawiny jest zbyt duże, żeby kontynuować.
W dniu dzisiejszym pierwotny plan zakładał przejście do Piątki przez Szpiglasową Przełęcz. Mając jednak na względzie warunki, jakie zastały nas na podejściu na Rysy i obserwację pogody przez ostatnie kilka dni, zaczęliśmy zastanawiać się nad tym pomysłem. Rysy mają to do siebie, że praktycznie całe podejście znajduje się w torze lawiny. To znaczy, że w przypadku, gdy lawina zostanie uruchomiona w którymkolwiek miejscu podejścia, istnieją duże szanse na to, że gdy nie zatrzyma się sama, to zgarnie wszystkich, którzy znajdują się poniżej. Tam nie ma za bardzo bezpiecznych lawinowo miejsc. Nastromienie jest w miarę jednolite, zwiększające się stopniowo w kierunku szczytu, ale na całym obszarze jest "idealne" dla lawin. Dodatkowo jest to północna wystawa, gdzie śnieg stabilizuje się bardzo wolno a słońce przez znaczną część zimy w ogóle nie dociera. Do tego mamy jeszcze żleb "Rysę", w której kumulują się masy nawianego i zdeskowanego przez wiatr śniegu.
W przypadku podejścia na Szpiglasową Przełęcz, przynajmniej w teorii, mamy chyba trochę mniej czynników ryzyka. Rozmiar ewentualnej lawiny nie powinien być aż tak duży (długi), gdyż stok kilkukrotnie się wypłaszcza. Z drugiej jednak strony szlak na Rysy jest dość popularnym zimą szlakiem, gdzie w dobrej pogodzie chodzi sporo osób, a więc pokrywa śnieżna się stabilizuje. Nie mieliśmy żadnych informacji o tym, czy ktoś przechodził ostatnio przez Szpiglasową Przełęcz za wyjątkiem informacji od dwójki turystów, którzy przeszli tędy w dniu naszego przybycia nad Morskie Oko. Mówili, że nie było żadnych śladów i torowali (co nas jakoś nie dziwi, bo przy obecnych warunkach ślady znikają po 15 minutach). Ale wspominali również, że już na zejściu nad Morskie Oko (oni szli z Piątki do Moka) wywołali kilka niewielskich lawinek. Dziś warunki będą zdecydowanie gorsze. Za nami kolejny dzień opadu przy silnym wietrze. Nie napawa to optymizmem. W dodatku samo zejście z przełęczy do schroniska w Pięciu Stawach również nie jest bezpieczne. Cały czas trawersuje się strome stoki w połowie ich wysokości, więc istnieje ryzyko, że może coś wyjechać. W końcu to na Szpiglasowej Przełęczy miała miejsce jedna z największych tragedii tatrzańskich, kiedy to przy trzecim stopniu zagrożenia lawinowego, lawina porywa turystów i zasypuje ich w kociołku pod Przełęczą. Na pomoc rusza Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe. Pogoda jest kiepska, więc nie mogą użyć śmigłowca. Idą pieszo, po to, by ratować turystów, mimo, że w taką pogodę i w takich warunkach nie powinni wychodzić w rejon Szpiglasowej. Są już prawie na miejscu, gdy schodzi kolejna lawina. Przysypuje ratowników, na szczęście większości udaje się wydostać. Niestety dwoje z nich, 24-ro i 29- cio letni Bartek Olszański i Marek Łabunowicz nie mają tyle szczęście. Umierają pod lawiną.
My mamy ze sobą dodatkowo linę i trochę sprzętu do asekuracji. Na tym szlaku raczej się nie przydadzą, ale będą dodatkowym obciążeniem zwiększającym niebezpieczeństwo. Dodatkowo to pierwszy słoneczny dzień pod kiepskiej pogodzie. Takie dni kuszą, jednak są szczególnie niebezpieczne. Wtedy zdarza się najwięcej wypadków. Ostatecznie zapada więc decyzja, że odpuszczamy Szpiglasową.
Czy słuszna? tego z pewnością nigdy się nie dowiemy. Z tego co wiemy, nikt tego dnia nie przeszedł przez Szpiglasową, więc nie można wyrokować o stabilności pokrywy śnieżnej w tym rejonie. Na nieodległych Rysach jednak schodzi potężna lawina, zabierając ze sobą turystów oraz dwójkę bardzo doświadczonych wspinaczy. W świecie górskim istnieje jednak stwierdzenie: "pamiętaj ekspercie, lawina nie wie, że jesteś ekspertem". Popełnili błąd za który musieli zapłacić (mogą jednak mówić o wielkim szczęściu, że przeżyli). Jak skończyłoby się nasze przejście przez Szpiglasową? Być może nic by się nie stało, jednak trzeba wiedzieć, kiedy zawrócić. Góry stoją i stać będą.
Schodzimy do Zakopanego na zakupy, uzupełniamy zapasy jedzenia i podchodzimy do Piątki Doliną Roztoki. Podejście jest mozolne, z ciężkimi plecakami, ale w miarę bezpieczne. W końcu docieramy do schroniska. Odbieramy klucze do naszego pokoju. W schronisku jest pusto. Kameralna atmosfera i tylko kilkoro turystów. To niewątpliwie jedno z moich ulubionych schronisk tatrzańskich.
C.d.n
Zdjęcie na licencji CC BY 2.0 autor: Maciej Kraus. Tytuł: Sunrise in Tatra mountains, View from Szpiglasowy Wierch ze strony flirck.com
Comments