Dzisiaj zacznę nietypowo, bo od pytania.

Załóżmy, że wybieracie się na wakacje. Tak, tak, wiem okres wakacyjny w sumie już się skończył, ale wyobraźmy sobie, że to właśnie teraz planujecie swoją wakacyjną podróż i planujecie dojazd na miejsce. Od czego zaczynacie?

Przegląd linii lotniczych? tanich linii autokarowych? a może po prostu rzucacie wszystko i ruszacie w drogę autostopem, który daje wolność i umożliwia poznanie ciekawych ludzi.

Każda z powyższych opcji ma swoje plusy i minusy. Nie chciałbym tu wchodzić w dyskusje, która lepsza, ciekawsza. Każda jest po prostu inna i każdy ma prawo wybrać to, co mu w danej sytuacji najbardziej odpowiada. Sam również nie ograniczam się do jednego sposobu komunikacji.

Dzisiaj chciałem jednak zwrócić uwagę na środek lokomocji, który, jak sądzę często jest przez nas pomijany w wakacyjnych wyborach. A przecież wcale nie musi być gorszy od pozostałych. Mam tu na myśli linie kolejowe, które, zwłaszcza dla dzieci, same w sobie mogą być już nie lada atrakcją.

Dlaczego przyszedł mi do głowy właśnie pociąg. A no dlatego, że właśnie z tego środka komunikacji miałem ostatnio okazję skorzystać w mojej podróży wakacyjnej. Skusiła mnie promocyjna cena, dogodne warunki, i choć podróż trwała może trochę dłużej niż samolotem, to po uwzględnieniu transferu z lotniska do najbliższego miasta, czasu odprawy i innych czasopochłaniaczy, myślę, że nie zajęła mi dużo więcej czasu. Natomiast była zdecydowanie tańsza. Wszak bilet za jedną czwartą ceny biletu lotniczego (a może i jeszcze mniej, bo biorę tu pod uwagę tylko najtańsze połączenia lotnicze dostępne w danym terminie) chyba robi różnicę.

Podróż trwała jakieś 7 godzin (to teraz zgadnijcie, gdzie byłem, bo pochwalę się dopiero w kolejnym wpisie :D) a czas ten można było spokojnie przeznaczyć na zapoznanie się z przewodnikiem i informacjami o tym, co warto zobaczyć i dokąd jechać dalej.

Przewoźnik? w moim przypadku był to InterCity relacji międzynarodowej. Wiem, że o PKP mówi się niezbyt przychylnie, jednak tutaj nie mogę powiedzieć wielu złych rzeczy. Siedzenia wygodne, dużo miejsca na nogi, co przy tak długiej podróży jest nie bez znaczenia. Wagony schludne, czyste. Jak by nie nasze polskie PKP. A jednak, cuda się zdarzają. Pociąg na miejsce też dotarł w miarę punktualnie.

Jedyne czego mógłbym się przyczepić to niedziałające wifi w wagonach. Niestety, ale kolej nie idzie z duchem czasu, a może idzie, ale bardzo wolno. Wi-fi nie było (i chyba nadal nie ma) nawet w osławionym Pendolino. Nie ma to pewnie większego znaczenia w relacjach krajowych. Wszak większość z nas ma dostęp do pakietów mobilnego internetu w swoich telefonach komórkowych. Problem staje się jednak bardziej zauważalny w relacjach międzynarodowych poza strefę Unii Europejsiej, w której obowiązują porozumienia roamingowe. W momencie, gdy ceny za kilka kilobajtów zaczynają się od kilkunastu złoty zaczynamy dostrzegać brak tego skromnego udogodnienia.

Drugą rzeczą, do której mógłbym się przyczepić to niedziałające gniazdka, choć można by też uznać za plus sam fakt, że po prostu były, pod każdym siedzeniem. Dostęp do energii elektrycznej był jednak tylko przez około połowę czasu, bo zasilanie z gniazdek co chwila znikało, by pojawić się po jakimś czasie i znowu zniknąć. Cóż, chyba byłem zbyt wymagający....

Podsumowując - podróż pociągiem po Europie, jak najbardziej oceniam na plus, mimo tych paru mankamentów. W następnym "odcinku" trochę więcej wskazówek, jak tanio i wygodnie dojechać w miejsce, które miałem okazję odwiedzić, a potem być może relacja z samego miejsca. Na razie czekam na Wasze typy tego, gdzie byłem (uważni czytelnicy znajdą sporo podpowiedzi w tekście).


zdjęcie autorstwa Piotra Rokity na licencji CC BY 2.0 ze strony flickr.com