Tego dnia miałem trochę rzeczy do pozałatwiania. Nie wiedziałem ile mi to zajmie, ale na wszelki wypadek wrzuciłem do plecaka buty wspinaczkowe. Okazało się, że wszystko poszło w miarę sprawnie po południu byłem już wolny. Do wieczora zostało jeszcze trochę czasu, więc korzystając z okazji, że jestem w pobliżu, postanowiłem wykorzystać pozostały mi czas i podjechać do Pyskowic, miejscowości położonej koło Gliwic w woj. Śląskim na tzw. Mosty, o których wiele wcześniej słyszałem.

Ustawiłem nawigację i prowadzony głosem googla dotarłem do celu. Tak przynajmniej twierdziła nawigacja. Stałem jednak pośrodku niczego. Co prawda nade mną był jakiś most kolejowy, jednak zdecydowanie nie ten, o który mi chodziło. Szybki rzut oka na mapę. Okazuje się, że docelowe mosty powinny być niedaleko, gdzieś po lewej stronie ulicy. Wypatrzyłem jakąś niewyraźną ścieżkę odchodzącą w tym kierunku. Zaparkowałem auto na poboczu i zacząłem kierować się tą ścieżką. Szybko zmieniła kierunek. Podążając wydeptanym traktem wdrapałem się na jakiś nasyp. Stare podkłady kolejowe świadczyły o tym, że to dawny nasyp kolejowy. W miarę szybko moim oczom ukazały się właściwe "Mosty"

Na jeden z nich właśnie wchodziłem. Nasyp zwieńczony był jednym z mostów, który przeprowadzał na drugą stronę niewielkiej rzeczki płynącej dołem. Nie było na nim żadnej barierki, niczego, co zapobiegałoby spadnięciu w dół. Oficjalnie przejście po tym moście jest chyba zabronione. Świadczyć o tym mogła leżąca w krzakach siatka, która kiedyś pewnie stała i ograniczała niepowołanym osobom wejście na most, którego wysokość aż mnie onieśmielała. Nie odważyłem się podejść do samej krawędzi, mimo, że z wysokością i ekspozycją jestem raczej oswojony.

Po przejściu na drugą stronę mostu zszedłem z nasypu na dół, docierając do serca całego kompleksu. Klimat nieziemski. Stare, potężne mosty, a pod nimi płynąca woda.

"Mosty" to pozostałości po dawnym, poniemieckim węźle kolejowym, który miał być największym węzłem kolejowym w tej części Europy. Niestety, ze względu na wejście wojsk alianckich nigdy nie doczekał się ukończenia. Jego budowa trwała od 1937 do 1941 roku. Dzisiaj "mosty" znane są w środowisku wspinaczy ze względu na poprowadzone na nich drogi wspinaczkowe. Jest to jeden z nielicznych obiektów przystosowanych do wspinaczki drytoolowej, czyli wspinaczki zimą w rakach i z dziabkami (czekanami). Można wspinać się tu oczywiście również latem. Niektóre firmy outdoorowe kuszą rządnych adrenaliny śmiałków organizowanymi w tym miejscu skokami na tzw. wahadle.

Przez jeden z obiektów przebiega obecnie czynna linia kolejowa, a odgłos przejeżdżających po nim pociągów w połączeniu z echem i akustyką, jaką stwarza architektura mostów, daje na prawdę nieziemski klimat.

---

*Wszystkie zdjęcia własnego autorstwa