Za oknem mróz, śnieg, wszyscy ubrani w ciepłe kurtki, a my, by ocieplić troszkę klimat, po raz kolejny zabierzemy Was do słonecznej Ameryki Środkowej. Pomimo, że nas już tam nie ma, to wciąż mamy wiele do opowiedzenia 😊 Przenieśmy się do Panamy, a dokładnie do sennego miasteczka o nazwie Anton…

text15.png

Po przekroczeniu pieszej granicy między Kostaryką a Panamą, wypełnieniu wszystkich druczków i sprawdzeniu dokumentów, nie mieliśmy wyjścia i musieliśmy wsiąść do minibusa prowadzonego przez panamskiego Juan Pablo (czyt. Janusza Złotówę), który za 20 kilometrową trasę do następnego miasta liczył sobie aż 10 zielonych. Z góry prostujemy: tak, dolary w Panamie są oficjalnym środkiem płatniczym. Kiedyś mieli swoją walutę, jednak w użytku pozostały tylko trzy monety: 1, 0.5 oraz 0.25 (ROCKY, he he) Balboa, których wartość jest równa 1:1 do dolara amerykańskiego.

WP_20180502_001.jpg
WP_20180502_002.jpg
text15.png

Jedynym powodem dla którego zdecydowaliśmy się na tę podróż, była chęć ponownego spotkania z naszymi znajomymi z Niemiec, których poznaliśmy podczas kwietniowego pobytu na farmie w Kostaryce. Jak się okazało, ich następnym przystankiem był hostel, do którego właśnie zmierzaliśmy. Dlatego czas miał tutaj znaczenie. Na szczęście, udało się nam wszystko zgrać ze sobą i przed 20 byliśmy już w najnudniejszym mieście świata, czyli Antonie, gdzie znajdował się nasz nowy workaway. Warto było się spieszyć, by ponownie spotkać znajome twarze, zagrać w planszówkę i wypić wspólnie drinka.
IMG_20180427_203121785.jpg
Wspólnie z Franzi i Remo oraz właścicielką hostelu

Następnego dnia Franzi i Remo pokazali nam okolicę, czyli dwa supermarkety i mały plac przed kościołem oraz na czym będzie polegać nasza praca w hostelu. Daniel miał za zadanie skręcać łóżka piętrowe oraz półki ze starych palet i desek, a Monia pomagała jak mogła, zajmowała się kwiatkami i małymi pracami domowymi.

IMG_20180508_101532603.jpg
Łóżko, własnoręcznie wykonane przez Daniela i Remo

Dwa dni później zaprzyjaźnieni Niemcy spakowali się i pojechali w stronę Panama City, a my zostaliśmy, w sumie nie wiedząc po co, przez 10 dni. Aż wstyd się przyznać, że praktycznie każdego dnia wstawaliśmy o 12. Winę bezapelacyjnie zrzucamy na nasz pokój w którym ciągle panował mrok. Brak okna i idący z tym brak promieni słonecznych powodował dezorientację w czasie i przestrzeni.

Trochę pracowaliśmy, a większość czasu spędzaliśmy na nic-nie-robieniu i umieraliśmy z nudów. Postanowiliśmy w końcu przerwać tę monotonię i zebraliśmy się pozwiedzać okolicę. Pierwszą sposobnością by „zasmakować” panamskiego życia była wizyta w Penonome, gdzie trafiliśmy na kolorowy pochód małych i tych już mniej młodych panamczyków przyodzianych w regionalne stroje. Niestety, nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć czego konkretnie dotyczył ten przemarsz, ale pamiętamy, że było tam kilka „sekcji” m.in. śpiewające starsze panie, różne szkoły tańca, człowiek-skorpion oraz miss piękności zachwalająca najlepsze pomarańcze w regionie.

Poniżej krótka fotorelacja:

WP_20180429_013.jpg
WP_20180429_007.jpg
WP_20180429_012.jpg
WP_20180429_015.jpg
WP_20180429_019.jpg
WP_20180429_023.jpg
WP_20180429_036.jpg
WP_20180429_038.jpg
text15.png

Wybraliśmy się także na trekking do miasteczka, które zostało zbudowane w kraterze wygasłego wulkanu, czyli El Valle de Anton – (pl. Dolina Antonu).

IMG_20180505_121225997.jpg

Bez problemu dojechaliśmy tam dwoma autobusami i po zaopatrzeniu się w suchy prowiant ruszyliśmy na szlak.

Na samym początku zatrzymaliśmy się przy Piedra Pintada (pl. Pomalowany Kamień). Jest to największy kamień, który odnaleziono w El Valle de Anton. Pokryty jest petroglifami, a archeolodzy twierdzą, że mogą mieć one nawet 8000 lat. Więcej można poczytać o nim tutaj

WP_20180505_011.jpg
Daniel vs kamień :)
WP_20180505_004.jpg
"No, to tutaj weź nabazgraj jakieś szlaczki, mam przeczucie, że jacyś biali za kilka tysięcy lat będą sobie robili z tym zdjęcia"
WP_20180505_022.jpg
Przypadkowo odkryty kolejny kamien z petroglifami

Po zrobieniu kilku zdjęć przy tej największej atrakcji turystycznej regionu, podążyliśmy szlakiem na szczyt góry zwanej La India Dormida (pl. Śpiąca Indianka), która swą nazwę wzięła od kształtu jakie tworzą góry widziane z boku. Jeśli się przyjrzymy, to rzeczywiście przypomina ona głowę Indianki.

WP_20180505_040 - copia.jpg
WP_20180505_051.jpg
WP_20180505_058.jpg
WP_20180505_065.jpg
WP_20180505_076.jpg

Po zdobyciu szczytu postanowiliśmy trochę zboczyć ze szlaku i udać się w nieznane. Zeszliśmy leśną ścieżką w dół, po to by za kilka kilometrów znów znaleźć się na asfaltowej drodze, która pięła się pionowo do góry. Po dłuższej chwili, naprzeciw naszych wyczerpanych, zziajanych i spoconych ciał pojawił się wyczekiwany wybawiciel. Małe colectivo, czyli minibus zbierający ludzi z okolicznych wiosek, za parę centów podrzucił nas pod szlak, którym już spokojnie pomaszerowaliśmy w dół, by zdążyć na autobus jadący w stronę naszego sennego Antonu.

Przypominamy, że Panama to nie tylko kanał, Panama City oraz najnudniejsze miasto świata, ale również piękne tereny górskie, dżungla oraz (jeszcze) nieodkryte miejsca.

O tym wszystkim opowiemy w kolejnych wpisach!

Do usłyszenia,

Suchy i Moniś

text15.png

PS. Poniżej killka gratisów:
WP_20180505_060.jpg
Paproteczka
WP_20180505_054.jpg
Usta Mae West ;)
WP_20180505_027 - copia.jpg
Powykrzywiane drzewo
WP_20180505_014 - copia.jpg
Pan z drewnem zbiegał z szybkością 300km/h, cudem udało się zrobić mu zdjęcie!