Opisany w poprzednim wpisie Wodospad Iguazu leży na granicy Brazylii i Argentyny, ale także zaledwie 10 km od Paragwaju, który to stał się naszym kolejnym punktem. Trójstyk trzech granic to cos na wzór jednego wielkiego miasta rozdzielonego od siebie rzekami. Po stronie Argentyńskiej znajduje się Puerto Iguazu – najmniejsze z całej trójki miasto stanowi głównie noclegownię oraz jadłodajnię dla turystów odwiedzających wodospady Iguazu. Po przejściu przez most znajdujemy się w brazylijskim Foz do Iguazu, które również karmi i nocuje turystów, ale również jest trochę większym miastem, które posiada wszystkie pozostałe cechy miast, rozmiarem podobne do Rzeszowa. Po przejściu przez kolejny most, zwany mostem przyjaźni trafiamy do paragwajskiego Ciudad del Este, które jest największym miastem w tej paczce, ale także w mojej ocenie najciekawszym. W Ciudad del Este nie sposób szukać turystów, bo i po co ktoś miałby jechać do Paragwaju? Wydawać by się mogło, że będzie tam cisza i spokój, jednak nic bardziej mylnego. Całe miasto tętni życiem, ludzi jest tam jak mrówków, a całe miasto zyskało nazwę największego sklepu Ameryki Południowej. Tuż obok największego państwa ameryki południowej znajduje się najtańsze państwo ameryki południowej z najniższymi podatkami, a dodatkowo w przygranicznym mieści powstaje strefa tax free. Po moście przyjaźni każdej sekundy przepływa potok ludzi nie mniejszy niż potok wody w pobliskim wodospadzie Iguazu, a wszyscy idą do Paragwaju na zakupy. Tak tłoczno jak na głównej ulicy Ciudat del Este nie było nawet w wagonach metra w Sao Paulo, więc postanowiliśmy po prostu przejść najgorszy fragment i z obawy o kradzież nawet nie próbowaliby wyciągać aparatu fotograficznego. Przyznam szczerze, nigdy nie widziałem tak wielkiego bazaru, a nim były śmiesznie niskie, tak niskie jak jakość oferowanych produktów. Właściwie z perspektywy czasu zastanawiam się dlaczego tak bardzo baliśmy się o aparat fotograficzny, przecież w przypadku kradzieży moglibyśmy kupić taki sam aparat w jednym z pobliskich sklepów w cenie zbliżonej do ceny dobrej kolacji w Krakowskiej restauracji. Istne szaleństwo zakupowe.
Kolejny tydzień naszej podróży spędzimy w Paragwaju i już po pierwszym dniu wiedzieliśmy że będzie to dobry tydzień, ponieważ ludzie tu mieszkający Indianie Guarani śmiało mogą stanąć na podium mistrzostw świata w gościnności obok Persów, Kurdów i Ormian.
A oto krótka historia współczesnego Paragwaju:
1. Szanowany w mieście biskup powiedział:
2. Ciężka praca uszlachetnia człowieka, ale
3. Zbudujmy elektrownię wodną niech pracuje za nas,
4. Będziemy mogli więcej czasu spędzać z rodzinami,
5. Co po jakimś czasie poskutkuje największym przyrostem naturalnym w całej Ameryce Południowej.
Tak było, nie zmyślam. Artysta na ścianie uwietrznił tą historię.
Jeśli ktoś zastanawia się czy istnieje trzeci most pomiędzy Argentyną, a Paragwajem, to niestety nie ma… jedyna możliwość przekroczenia tej granicy to prom, który chętnie zabierze ze sobą turystów, ale niestety nie zapewni nam pieczątki w paszporcie potwierdzającej przekroczenie granicy.