Mija jakieś 10minut i wracam na górę do naszego hotelu. Za mną pierwsze poważne negocjacje w języku hiszpańskim. Pierwsze, i chyba udane, bo z początkowej ceny 1300 peso za interesującą nas wycieczkę udało mi się zejść do 800peso. Umówiliśmy się na następny dzień, aby zawiózł nas pod Boca del Diablo, stamtąd spróbujemy dotrzeć na Playa Fronton, a po południu jesteśmy znowu umówieni pod Boca del Diablo, gdzie ma nas odebrać i zawieźć pod hotel. Mam tylko nadzieję, że będzie wiedział gdzie jechać, bo jakoś nie był przekonany do tej Boca del Diablo.
Dzisiaj, schodzimy na dół o umówionej godzinie. Przed hotelem czeka na nas już przygotowany motor. Okazuje się jednak, że nie pojedziemy z naszym gospodarzem, tylko z jego znajomym.
Jedzie z nami drogą w kierunku Las Galeras, jednak tak jak się spodziewałem, nie jest do końca przekonany gdzie ma nas zawieźć. Po drodze pyta jednego Motoconcho o drogę - ten oferuje, że może nas tam zawieźć. No tak, tylko, że będziemy musieli mu zapłacić, a raz już zapłaciliśmy naszemu kierowcy za dowiezienie do celu. Przypominam mu o tym fakcie i ruszamy dalej. Nasz kierowca zjeżdża w boczną drogę po czym pyta jeszcze raz jedną osobę, którędy do Boca del Diablo. Wygląda na to, że jesteśmy na dobrej drodze. Zawozi nas nad przepiękną, wąsko wciętą w klif skalny zatoczkę.
To jednak nie jest Boca del Diablo. Tam też miał być klif, ale miała być również szczelina, nazywana ustami diabła (hiszp. Boca del Diablo). Tłumaczymy naszemu kierowcy, że nie tu chcieliśmy dojechać. Mówi, że pojedziemy kawałek dalej, i że może tam będzie to, czego szukamy.
Chyba się udaje, mijamy wyryty na kawałku deski napis "Boca del Diablo" i skręcamy zgodnie ze strzałką w prawo. Jesteśmy na miejscu.