BAVARO

Dziś budzi nas już Karaibskie słońce rajskiej wyspy zwanej Dominikaną. Wczoraj nie wiele widzieliśmy tego raju, więc mamy nadzieję zobaczyć go więcej w dniu dzisiejszym. Jesteśmy jeszcze w Bavaro, więc nie mamy za bardzo szansy zobaczyć tu "prawdziwej" Dominikany. Bavaro, podobnie jak Punta Cana, to jeden wielki europejsko-amerykański moloch przystosowany do przyjmowania turystów all inclusive z wypchanymi portfelami. Nasz hotel na szczęście zlokalizowany jest nieco na uboczu, z dala od wszystkich tych kompleksów, więc nie musimy oglądać całej tej szopki. Konsekwencją jest jednak również to, że jesteśmy daleko od plaży, do której zresztą i tak nie wiadomo czy dałoby się dojść. Możliwe, że są tam tylko plaże prywatne. Ale mniejsza z tym. Na dziś mamy zupełnie inne plany. Chcemy przedostać się na półwysep Samana, do spokojnego miasteczka portowego o tej samej nazwie. Właściwie to pełna nazwa tego miasteczka brzmi: Santa Barbara de Samana. Większość tutejszych miejscowości ma bardzo rozbudowane nazwy, natomiast powszechnie używa się tylko skróconych form.

Teoretycznie najkrótsza droga prowadzi wzdłuż północnego wybrzeża do miasteczka Sabana de la Mar. Wiem, że stamtąd kilka razy dziennie odchodzi prom, do położonej na drugim brzegu zatoki Samany. Przed wyjazdem wiele osób jednak radziło jechać na około - najpierw do stolicy - Santo Domingo - i stamtąd dopiero do Samany. Podobno komunikacyjnie to o wiele lepsza opcja, mimo, że nadrabia się chyba dwa razy tyle drogi. Cóż, sprawdzimy, jak to wygląda w praktyce.

Niedaleko hotelu natrafiam na punkt Orange, gdzie kupuję tutejszą kartę SIM, żeby mieć w miarę tanie połączenia w obrębie Wyspy. Połączenia z polskiego numeru są tutaj bardzo kosztowne. Okazuje się jednak, że kupno karty nie jest takie proste jak by się mogło wydawać. Przed wyjazdem słyszałem, że jako cudzoziemiec mogę mieć problem, żeby w ogóle nabyć tutejszą kartę. Ostatecznie udaje się bez większego problemu, nie licząc żmudnych formalności, które trzeba wypełnić. Oczywiście nie obejdzie się bez paszportu. Sprzedawca dzwoni gdzieś w celu potwierdzenia moich danych osobowych, dokładnie ogląda mój aktualny telefon i spisuje jego numeru IMEI. Przy drugim stanowisku widzę, że miejscowa dziewczyna również przechodzi podobną procedurę. Nie wiem, czy aż tak dokładną jak ja, ale na pewno również przedstawia jakieś dokumenty sprzedawcy. W końcu sprzedawca wkłada nową kartę do mojego telefonu i dziękuje za dokonanie zakupu.

Możemy spróbować złapać jakiś lokalny transport. Pytamy spotkanych ludzi o dojazd do Sabany. Wymownym gestem pokazują, że do Sabany to tylko samolotem, albo najlepiej do Santo Domingo, i tam łapać coś na półwysep. Czyli jednak również polecają drogę na około. No trudno, przynajmniej będziemy mieli okazję pr

zejechać przez pół wyspy i pooglądać różnorodność tutejszych krajobrazów....

Poprzednie części cyku o Dominikanie:

https://hive.blog/hive-191315/@verticallife/dominikana-z-plecakiem-1-moze-jednak-wyladujemy

https://hive.blog/hive-191315/@verticallife/dominikana-z-plecakiem-2-przez-atlantyk

*Zdjęcia własnego autorstwa