.
.

W Szczyrku mieszkam od urodzenia, a dopiero w tym roku trafiła się okazja do wyjście na Skrzyczne od drugiej strony, czyli od strony Lipowej.

Trasę wędrówki rozpoczynamy przy hotelu Zimnik.

Po zaledwie kilku krokach niebieskim szlakiem, naszym oczom ukazuje się ten wspaniały widok z powyższego zdjęcia.

.

.
.
.
.

Szlak na wstępie wspina się ostro w górę. Mokry śnieg nie ułatwia wchodzenia.

.

.
.

Kilka metrów dalej wchodzimy do lasu, i klimat zmienia się diametralnie. W tej części szlaku nie ma ani grama śniegu.

.

.
.

Jednak po zaledwie kilkudziesięciu kolejnych metrach pojawia się coraz więcej śniegu, i te obrazy pozostają z nami do samego szczytu.

.

.
.

Pierwsze ostre podejście już za nami. Teraz szlak wspina się delikatnie w górę. Na tej wysokości śnieg jest jeszcze rozmoknięty i grząski, ale szlak jest całkiem dobrze przetarty, więc idzie się przyjemnie, choć ostrożnie.

.

.
.
.
.
.
.

Jak to mawiają "im dalej w las, tym więcej drzew". W tym przypadku można to odnieść do pokrywy śnieżnej. Śniegu na szlaku jest coraz więcej, ale jest coraz bardziej zmrożony, więc można śmiało przeć do góry, nie martwiąc się o ewentualny poślizg, czy skręcenie nogi w kostce na śnieżnym błocie.

.

.
.

Las zaczyna się przerzedzać, i pojawiają się pierwsze widoki.

.

.
.
.
.

Tutaj, na pierwszej dużej polanie, zrobiliśmy sobie krótką przerwę na szybką przekąskę. W tym miejscu również ubrałem kurtkę przeciwwiatrową z kapturem, gdyż na otwartym terenie wiatr dał się odczuć znacznie mocniej.

.

.
.
.
.
.
.
.
.

Wierzchołek Skrzycznego był otulony szczelnie chmurami, ale czasami udało mi się znaleźć jakąś "dziurę w chmurze", i trafiłem kilka fotek.

.

.
.
.
.

Przed samym szczytem wrażenia były niesamowite. Pojedyncze, smagane porywistym wiatrem drzewa, wszechobecna mgła i samo wycie wiatru robiły klimat niczym z jakiegoś filmu grozy, gdy grupa przyjaciół, walcząc z przyrodą, musi dotrzeć do wyznaczonego celu. "Im trudniej - tym lepiej" :)

.

.
.

Wprawne oko dostrzeże podstawę anteny na szczycie Skrzycznego. Miejsce dookoła schroniska jest osłonięte lasem, więc tutaj warunki były przyzwoite. W samym schronisku było tyle ludzi, że zdecydowaliśmy się zjeść szybki posiłek na tarasie, po czym ruszyliśmy w drogę powrotną.

.

.
.
.
.
.
.

Schodząc coraz niżej napotykaliśmy na coraz lepsze warunki.

.

.
.
.
.

Jak to określił Tomek - "klimaty Norweskie".

Przy okazji szacun dla kolegi, że zdecydował się na takie wyjście, a zaledwie tydzień wcześniej, idąc ze mną na Skalite, zwracał uwagę na swój brak kondycji, spowodowany Covidem.

Idąc na Skalite narzuciłem zbyt szybkie tempo. Tym razem szliśmy takim tempem, by można było w miarę swobodnie rozmawiać, i to był klucz do sukcesu.

.

.
.

Miałem plan, by zejść inną trasą - tzw szlakiem rowerowym. Powyżej widać rozwidlenie na którym skręciliśmy w prawo.

.

.
.

Warunki na szlaku rowerowym były jednak fatalne. Nogi zapadały nam się do kolan. Po chwili postanowiliśmy wrócić na niebieski szlak w najbliższym możliwym miejscu. Ten krótki fragment trasy mocno nas zmęczył.

.

.
.
.
.
.
.

Schodząc w dół złapałem jeszcze kilka widoczków.

Dalsza część trasy to już tylko powrót przez las do parkingu przy pętli autobusowej Lipowa Ostre.

.

.
.
.
.
.
.
.
.

Podsumowując:

.

.
.

Co prawda zegarek wyłączyłem dopiero przed 19tą, ale po powrocie z wycieczki skupiłem się na odpoczynku :) Ponad 400% dziennej normy to wynik bardziej niż zadowalający.

.

.
.

Sama wycieczka trwała 3 i pół godziny. Przeszedłem w tym czasie prawie 9 kilometrów, spalając 1700 kalorii. Do tego udało się zrobić ponad 700 metrów przewyższenia. To był naprawdę dobry trening :)

.

.
.
.
.