Istnieje pewna temperatura powietrza, przy której w człowieku gasną wszystkie chęci do życia. Taka właśnie temperatura dopadła nas w Mendozie i nie opuszczała przez długie, długie tygodnie. W związku z zmniejszonymi chęciami do zwiedzania czegokolwiek postanowiliśmy atakować ostro na północ 1500km i bez oglądania się na boki jedziemy aż do Salty. Za naszymi plecami zostawiliśmy dwa interesujące miejsca: Parque Nacional Talampaya i Provincial Ischigualasto Park, ale nie żałujemy, bo przynajmniej będzie do czego wracać.
Tak więc po 3 nudnych dniach spędzonych głównie w autobusach i na dworcach przebrnęliśmy przez te kilometry i dotarliśmy na samą północ Argentyny, ale nim ruszymy do Boliwii jeszcze wiele mieliśmy tam do zrobienia. Plan był prosty: z Salty drogą krajową numer 33 kierujemy się na zachód w stronę And, a tam ma czekać na nas droga krajowa numer 40 ! Tak właśnie ta sama droga krajowa numer 40, która już tyle razy prowadziła nas w najpiękniejsze zakątki Argentyny. Drogą numer 40 dojedziemy aż do miasta Cafayate. gdzie wreszcie skręcimy na od dawna wyczekiwaną drogę krajową numer 68, będącą motywem przewodnim serii win Rutas de Cafayate, i w ten sposób zatoczymy kilkusetkilometrowa pętelkę sokół Salty, ale o tym jeszcze będzie okazja wspomnieć w kolejnych wpisach.
Tak jak na początku naszego pobytu w Argentynie odwiedziliśmy Park Narodowy Palm, to teraz pod koniec przyszła pora na Park Narodowy Kaktusów, ale nie byle jakich kaktusów, bo Los Cardones zaliczne są do jednych z najwyższych kaktusów na świecie.
Olek taki, taki duuuży, ale kaktusy jeszcze, jeszcze większe.