Po dwóch dniach od wyjazdu z Krakowa dotarliśmy wreszcie do Rio de Janeiro! Uczucie ogromnego zmęczenia po długim locie przewyższało wyłącznie uczucie strachu wywołane legendarną brazylijską przestępczością, która ponoć już od wyjścia z lotniska ma nas zaatakować zewsząd. Być może za dużo naczytaliśmy się różnych opinii mówiących o tym jaka to Brazylia jest niebezpieczna i jak bardzo trzeba mieć się na baczności zwłaszcza w Rio, ale do pewnych zaleceń postanowiliśmy się stosować.
W Polsce niektórzy ludzie mówią że UBER=HIV i od razu dodają ONLY LEGAL TAXI!!! W Ameryce Południowej jest wręcz odwrotnie od wszystkich życzliwych osób chcących naszego dobra słyszeliśmy ciągle „El taxi es peligroso” co znaczy taksówki są niebezpieczne. Taksówkarze w Ameryce Południowej posiadają szeroki wachlarz metod na dodatkowy zarobek. Począwszy od oszustw polegających na robieniu zbędnych kilometrów, poprzez kradzieże bagażu, a kończąc na porwaniach i zabójstwach. Co prawda nielegalne działania legalnych przewoźników nie są już taką plagą jak dawniej, ale my mimo to nie chcieliśmy kusić losu i skorzystaliśmy z dobrodziejstw cywilizacji zamawiając Ubera.
Droga z lotniska do naszego hotelu w 90% wiodła po szerokiej drodze szybkiego ruchu. Z okien auta rozpościerał się paskudny widok na coś co śmiało mógłbym zaklasyfikować jako sławne brazylijskie fawele, a ponieważ było już zupełnie ciemno i tylko uliczne latarnie słabo doświetlały tę chaotyczną zabudowę negatywne wrażenie potęgowało się. Nasz kierowca najwyraźniej przewiózł już wielu turystów na tej trasie, bo chcąc naprawić pierwsze wrażenie, które nie da się ukryć było bardzo niekorzystne, pędził co sił pod maską z nadzieją, że obraz za oknem z powodu nadmiernej prędkości rozmaże nam się w oczach
Siedząc już bezpiecznie w hotelowym pokoju, piszę tę pierwszą wiadomość z Brazylii i zamiast dodawać do niej smutne szare zdjęcia ubogich faweli dla kontrastu wracamy jeszcze do Barcelony, gdzie żył i tworzył najbardziej kolorowy architekt w historii - Antonio Gaudi.
Będąc na studiach mój wykładowca z architektury, podczas wykładu poświęconego twórczości Antonio Gaudiego, przytoczył intrygującą mnie do dzisiaj historię śmierci tego wybitnego człowieka.
"Gaudi był nieprzeciętnym oryginałem." - tak przynajmniej twierdził wykładowca, - "Wszystko w życiu robił oryginalnie w sposób świadczący o jego całkowitym oderwaniu od ziemskiej rzeczywistości. Niech państwo sobie wyobrażą, że Gaudi był do tego stopnia niestandardowy, że swój żywot zakończył w najdziwniejszy możliwy sposób: mianowicie szedł zamyślony ulicą i wpadł pod tramwaj. Muszą państwo jednak wiedzieć, że w tamtych czasach tramwaje w Barcelonie były ciągnięte przez konie, a dla bezpieczeństwa przed pojazdem szedł człowiek z chorągiewką i dzwonkiem zawiadamiając w ten sposób zbliżający się tramwaj. Taki proszę Państwa z Gaudiego był oryginał."
Nie wiem czy te słowa wykładowcy są prawdą o ostatnich chwilach architekta. Nigdy nie udało mi się ich potwierdzić w żadnym innym źródle, ale nie zmienia to faktu, że Antonio Gaudi był człowiekiem, którego umysł zdecydowanie wykraczał poza jakiekolwiek przyjęte schematy myślenia w ówczesnych czasach