Przedostatniego dnia pobytu w Buenos Aires zrobiliśmy sobie bardzo, bardzo długi spacer po mieście. Najpierw poszliśmy zwiedzić Ogród Japoński, ale nie weszliśmy do środka, bo po wstępnym rozpoznaniu uznaliśmy, że nie warto, dalej udaliśmy się do Muzeum Kultury Latynoamerykańskiej, ale tam również jakoś zabrakło chęci na głębsze zwiedzanie. W dalszej kolejności był Plac Zjednoczenia Narodu, Państwowe Muzeum Sztuk Pięknych, Narodowe Centrum Wystawienniczo Kongresowe, czy dzielnica ambasad, ale żadnego z tych miejsc nie odwiedziliśmy. Uznaliśmy, że na ten dzień lepszym rozwiązaniem na spędzenie ostatnich chwil w mieście jest zwykły spokojny spacer, a zamiast pospiesznego zwiedzania zabytków lepiej jest posiedzieć sobie na środku Placu Dantego w konarach największego drzewa jakie chyba kiedykolwiek widziałem.
Po co było biegać od jednego do drugiego muzeum czy jakiegoś ośrodka kultury i w pośpiechu podziwiać obrazy, rzeźby, współczesną architekturę, czy oglądać żurawie spacerujące pośród drzewek bonsai lepiej posiedzieć i zrelaksować się na drzewie, ale na koniec spokojnego dnia udaliśmy się w jedno jedyne miejsce.
Cementerio de la Recoleta czyli Argentyńska nekropolia narodowa, była wymieniana w trójce miejsc koniecznych do zwiedzenia w stolicy niemal przez wszystkich spotkanych Argentyńczyków. Przyznaję rację, warto było tam pójść, bo tak innego od naszych europejskich cmentarzy nie spotkałem nigdzie w swoim życiu. Cmentarz jest bardzo mały jak na nasze europejskie wyobrażenie cmentarzy, które swoimi rozmiarami i ilością zieleni upodobniają się do parków miejskich, natomiast cmentarz Recoleta to cos jakby Krakowski Rynek zwarcie zabudowany mauzoleami. Pomiędzy gęsto zabudowanym miastem pełnym bloków, biurowców, barów znajduje się malutkie ogrodzone wysokim murem równie gęsto zabudowane miasto umarłych.
Na Cmentarzu znajduje się trochę ponad cztery tysiące grobów i zdecydowana większość z tych czterech tysięcy grobów ma formę mauzoleum, a najbardziej znany i najchętniej odwiedzany jest bez wątpienia grób Evy Perón.