Z molo w Sopocie łączy się zabawna historia, która przydarzyła się moim rodzicom kilka lat temu. Wyjechali nad morze, spacerowali po molo i nagle zobaczyli... naszych bezpośrednich sąsiadów ;) Świat jest mały. Widzą się codziennie na zasadzie "cześć, cześć", nie rozmawiali o swoich planach wyjazdowych. Wyruszyli w inne miejsce i to dość odległe, bo przejechali "pół Polski" a tam... sąsiedzi ;) Na zdjęciach w tym artykule możecie zobaczyć trochę mniejsze molo - w Gdyni, ale oba są bardzo podobne z wyglądu i pewnie na tym większym, sopockim wiele osób przeżyło coś podobnego ;) Spotkało jakichś swoich znajomych.
Lubię spacerować po molo, szczególnie dojść na sam koniec, gdy jestem tak jakby wewnątrz morza, a jednak stoję sucha na drewnianych deskach. Ale przed sobą mam otwartą morską przestrzeń. Lubię obserwować taflę wody, delikatne fale, bądź te większe, gdy morze jest wzburzone. Gdy robiłam te zdjęcia morze było spokojne, a spoglądanie na nie wprowadzało mnie w relaksujący trans.
Na końcu molo znajduje się lornetka, przez którą można obserwować obiekty znajdujące się w oddali. Najczęściej używam takiej lornetki do obserwowania ptaków i statków. Tym razem w oddali pojawił się statek, który z wyglądu przypominał statek piracki, miał też napis "PIRAT" :) To statek wycieczkowy, którym można wyruszyć w 40-minutowy rejs z Sopotu. Jeszcze nim nie płynęłam, ale przypomina mi trochę statek z Osaki, którym pływałam po zatoce podczas mojego pobytu w Japonii.
Z Gdyni przeszliśmy spacerem do Sopotu. Gdy jestem w Sopocie, duże wrażenie robi na mnie kultowy hotel Sofitel Grand Sopot. Jest niesamowity.
Fajna jest też sopocka plaża. Tym razem na niebie pojawiły się efektowne chmury. Spacerowałam po cudownie miękkim jasnym piasku, na którym gdzieniegdzie były odciśnięte ślady zostawione przez mewy.
Na plaży było więcej osób niż w Karwi, czy na Wyspie Sobieszewskiej. Dało się odczuć popularność tego miejsca, ale nie trafiłam na tłumy.
Położyłam się w ustronnym miejscu, żeby poobserwować chmury i mignął mi nad głową piękny latawiec z delfinami. To był cudowny, wakacyjny dzień. Fajnie mi się do niego wracało w tym wpisie wspomnieniami.