Galway to moje ulubione miasto w Irlandii. Pisałam już o znajdującej się tutaj niesamowitej plaży Silverstrand, a w tym poście pokażę Wam również inne, moim zdaniem równie ciekawe oblicze tego miasta. Przejdziemy się wspólnie zabytkowymi uliczkami i zajrzymy do pobliskiego parku.
To, na co zawsze zwracam uwagę będąc w Irlandii, czy Wielkiej Brytanii to kolorowe futryny sklepów i barów. Barwy na jakie pomalowano te miejsca, są intensywne i odważne - np. czerwone, pomarańczowe, zielone, fioletowe. Szyldy przykuwają uwagę nietypową i ogromną czcionką.
W każdym większym mieście można spotkać muzyków na ulicy. Mniej i bardziej profesjonalnych, którzy zbierają pieniądze do kapelusza. W Galway zaskoczyła mnie ilość ulicznych grajków oraz znakomita muzyka, jaka wydobywała się z ich instrumentów, ciekawy repertuar, piękne śpiewy. Była ta najczęściej tradycyjna muzyka irlandzka, a muzycy niejednokrotnie mieli na sobie ciekawe, ludowe stroje. Niektórzy mężczyźni nosili spódnice.
Swoich sił na ulicznej scenie próbowali nawet bardzo młodzi Irlandczycy. Galway znane jest z tego, że podtrzymuje irlandzkie tradycje w zakresie języka, tańców, muzyki oraz pieśni. Nazywane jest czasem "dwujęzycznym miastem", gdyż język irlandzki jest tu tak samo popularny jak angielski.
Gdy tak szłam, wśród kolorowych budynków, zarówno takich w starym, gotyckim stylu, jak i nowoczesnych, otoczona dźwiękami dobiegającymi od ulicznych muzyków, czułam, że to miasto zyskało moją sympatię, że chciałabym je jeszcze kiedyś odwiedzić.
Galway wzięło swą nazwę od rzeki Gaillimh (Corrib) będącej zachodnią granicą pierwszych zabudowań zwanych Dún Bhun na Gaillimhe (fort u ujścia Gaillimh). Samo słowo Gaillimh znaczy ‛kamienny'. Potocznie miasto nazywane było również Cathair na dTreabh czyli ‛miasto klanów', gdyż w czasach normańskich rządzone było przez 14 klanów kupieckich.
Źródło: Wikipedia
Pomimo, że ten zwyczaj powoli zanika, ja nadal, gdy jestem zagranicą wysyłam kartki do bliskich mi osób. Nie lubię pocztówek z widokami, najczęściej wybieram te ze zwierzętami, albo jakieś artystyczne, nawiązujące obrazem do miejsca, w którym przebywam. W Irlandii kupiłam taką kartkę z maskonurem zwyczajnym. A wy wysyłacie czasem pocztówki?
Dużą popularnością u mieszkańców cieszył się ten park. Ludzie siadali bezpośrednio na trawie, nawet bez kocy. W pobliżu znajduje się restauracja z tradycyjnym irlandzkim jedzeniem. Tam pierwszy raz jadłam frytki po irlandzku, czyli posypane przyprawą curry i podawane z roztopionym żółtym serem. Bardzo smaczna odmiana, wielokrotnie po powrocie z Irlandii robiłam sobie takie frytki w domu, polecam.
Spodobał mi się ten budynek. Oddaje dobrze klimat takich starodawnych irlandzkich domów, zbudowanych z różnokształnych cegieł? kamieni? A może te kamienie są doczepione z zewnątrz... Nie mam pewności co do budulca, ale widać, że nie są to równe cegły, ale elementy mocno różniące się wielkością. Tworzy to ciekawy efekt wizualny.
Zdążyliśmy idealnie z naszym spacerem po mieście, gdy docieraliśmy do samochodu, na niebie pojawiła się ciemna chmura i chwilę później zaczęło lać i padało przez dłuższy czas.