Oliver Cromwell pisał o irlandzkim Burren, że
brakuje tutaj drzew, żeby człowieka powiesić, brakuje tutaj wody żeby człowieka utopić, brakuje tutaj ziemi żeby człowieka pochować.
Znajdujący się w zachodniej Irlandii płaskowyż zbudowany jest przede wszystkim z ilastych łupków i wapienia. To miejsce wygląda tak jakby ktoś przykrył ziemię ogromnym, płaskim kamieniem, a następnie rozłupał go w wielu miejscach, przez co powstała kamienista powłoka gęsto poprzecinana i pokruszona. Po gaelicku Burren nosi nazwę Boireann, czyli skalistej ziemi.
Kamienie zawdzięczają swoją strukturę ulewnym deszczom, które tworzą w nich nietypowe zagłębienia.
Zapewne nigdy nie dowiedziałabym się o Burren, gdyby nie znajomi, którzy zabrali mnie tam na wycieczkę. Pewnego deszczowego dnia zapakowaliśmy się w samochód i ruszyliśmy przed siebie. Irlandzkimi, wąskimi uliczkami obok których ustawione są murki zbudowane z kamieni. Zawsze się zastanawiałam na ile to bezpieczne. Skoro wielokrotnie słyszy się, że wjechanie samochodem w drzewo ma bardzo nieprzyjemne konsekwencje...
Gdy przyjechaliśmy do Burren mocno wiało, padało, właściwie wyskakiwałam na kilka minut z samochodu, żeby zobaczyć jak wygląda ta kamienista kraina, pochodzić po głazach, zrobić parę zdjęć. Przez większość wycieczki podziwiałam widoki zza okna samochodu.
Ze względu na to, że w Burren nie ma normalnej gleby, a kamienie nie są sprzyjającą powierzchnią, prawie nikt tu nie mieszka (jedynie na obrzeżach). Unikatowa jest tu fauna i flora.
Rosną tu gatunki zarówno arktyczne jak i charakterystyczne dla klimatu śródziemnomorskiego, m.in. liczne storczyki, paprocie, skalnice czy geranium. Różnorodna roślinność zielna tworzy dogodne środowisko dla specyficznych gatunków zwierząt – Burren jest największym w Irlandii siedliskiem motyli, jak również wielu okazów ptaków (m.in. świstun, siewka złota czy błotniak zbożowy).
Źródło: Wikipedia
Ostatnim punktem naszej wycieczki był neolityczny grobowiec zwany Poulnabrone. To jedno z najbardziej znanych prehistorycznych znalezisk w Irlandii. Jego zdjęcie robiłam spod parasolki. Było wtedy straszne oberwanie chmury i wiał potężny deszcz. Pamiętam, że wróciłam z tej wycieczki z mocno rozczochranymi włosami, przemoczonymi ubraniami i obawą, czy nie zepsuje się mój aparat, bo mimo robienia zdjęć pod parasolką deszcz niesiony przez wiatr pojawiał się z każdej strony i niełatwo było się przed nim ochronić. Na szczęście aparat przetrwał te ciężkie warunki i wróciłam z Burren z przeświadczeniem, że fajnie jest zwiedzić takie odizolowane miejsca. A ciężkie warunki atmosferyczne być może sprawiły, że nie spotkaliśmy tam żadnych turystów.